wtorek, 3 maja 2011

Bin Laden nie żyje.

W nocy, z niedzieli na poniedziałek (1/2 maja 2011) świat obiegła informacja o śmierci Bina Ladena. Świat w euforii. I to można powiedzieć, całkowitej. W USA ludzie wylegli na ulice, cena ropy i metali szlachetnych (czyli tego, co jest najbardziej pożądane w kryzysach) poleciały w dół, nawet o około 10% (srebro).
A teraz pytanie, czy ma to sens?

Al Kaida to taka dziwna organizacja, która nie ma centralnego zarządu, nikt nikogo nie rozlicza. Więc z czego się cieszyć? Z tego, że zabito SYMBOL walki z zachodem? Hmmmm.... ja raczej bym się bał. W wielu sytuacjach tego typu zdarzenie powoduje wręcz eskalację. Nawet niekoniecznie osób, które funkcjonowały w luźnej strukturze Al Kaidy. Każdy guru ma swoich wyznawców - nie tylko tych ujawnionych, ale też tych cichych. I tych obawiam się bardziej, bo czasem działają irracjonalnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz